25 stycznia 2014

Faveur soucrée


Tak wiem, miały być śmiejące się spodnie, ale niestety w weekend jeszcze ich nie będzie, bo jestem bardzo zajęta...pieczeniem ;P 
Jak widzicie ostatnio blog jest bardziej o pieczeniu niż szyciu... Shit happens ;)

FAWORKI
(źródło - mój zeszyt z przepisami)

*nazwa pochodzi od francuskiego słowa faveur - wąska wstążeczka :)

ciasto

                                                                                                              4 żółtka
                                                                                                              2 szklanki mąki
                                                                                                              4 łyżki kwaśnej gęstej śmietany 
                                                                                                              2 łyżeczki cukru pudru
                                                                                                              płaska łyżka masła 82% tłuszczu
                                                                                                              szczypta proszku do pieczenia
                                                                                                              szczypta soli
                                                                                                              2 łyżki spirytusu/wódki lub octu

Żółtka połączyć z mąką, dodać posiekane masło i resztę składników i zagnieść gęste, dość twarde ciasto. Pobić je przez parę minut wałkiem (napowietrzanie), uformować kulę, zawinąć szczelnie w folię i włożyć do lodówki na 30 minut. 
Po wyjęciu z lodówki rozwałkować bardzo cienko i wycinać faworki. 
Smażyć na złoty kolor w głębokim oleju a po odsączeniu posypać cukrem pudrem :) 

*nie dodałam wódki/spirytusu ani octu bo nie miałam pod ręką a i tak wyszły bardzo dobre ;) 
Może wiecie co robi alkohol temu ciastu, że jest potrzebny? Oraz czy dodanie octu to dobry pomysł?



Smacznego!


42 komentarze:

  1. Dzięki alko nie wciągają tłuszczu w siebie aż tak :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja już od lat nie jadłam faworków :( narobiłaś mi smaka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Poza tym jestem na diecie a ty.smażysz faworki!!!! No wiesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. NO tak - niebawem trzeba będzie zabrać się za pieczenie faworków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet o tym nie pomyślałam ;) Zobaczyłam rano na stole kupne i pomyślałam - no to upieczemy ;)

      Usuń
  5. Mniam :))) Ja jeszcze w tym roku nie smażyłam faworków - narobiłaś mi smaku ;)
    Ja robię z przepisu mojej mamy, zamieściłam go tu: http://www.montowniaody.pl/2013/02/sprawdzony-przepis-na-faworki-czyli.html
    Nie ma w nim masła ani proszku do pieczenia, też jest spirytus, a zamiast octu jest sok z cytryny. Zdaje się, że dodatek spirytusu zapobiega nadmiernemu wchłanianiu tłuszczu (nie wiem czy ocet/kwas cytrynowy ma takie samo działanie?).
    Dodatkowo kładę jeszcze gorące faworki na papierowym ręczniku, żeby pochłonęły tłuszcz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za przepis :) Z papierowymi ręcznikami robię tak samo :)

      Usuń
  6. aaaa jak ja uwielbiam faworki :D A spirytus dodaje się , raz jako spulchniacz....moje dzieci dostały kiedyś taki zestaw o różnych reakcjach w kuchni i można zrobić bombę z octu właśnie :) - także spulchnianie jako wybuch w faworku mamy :) a po drugie ponoć obecność spirytusu czy w ogóle alkoholu ma zapobiegać wchłanianiu się tłuszczu . :)

    OdpowiedzUsuń
  7. mniam :) ale mam pytanie, co mój kot robi u Ciebie? Wykapany Maciek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihihihi to nie mój kot ;) i ma na imię Julek a nie Maciek, a Maciek to jego Pan :D

      Usuń
  8. Dawno już ich nie jadłam...Przypomniałaś mi o nich :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mniam.. :) Moja mama miała robić faworki..już o nich słyszałam przez tydzień.. ale coś jej się odmieniło i zrobiła pączki . Objadłam się..i tyłek rośnie..eh

    OdpowiedzUsuń
  10. Jaka góra pyszności, strasznie lubię faworki :-) Normalnie tylko biec z rana do piekarni ;-)
    Przy okazji podrzucam nową nazwę mojego bloga: kingaszyje.blogspot.com - jest teraz bardziej po polskiemu :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. mniam... ale ja również na diecie - niemniej coś zdrowego na tłusty czwartek upiekę:P

    OdpowiedzUsuń
  12. Dawno nie jadłam faworków... moja mama też dodaje spirytusu, chyba żeby było w nich więcej powietrza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby było więcej powietrza to tłukę ciasto wałkiem ;P

      Usuń
  13. Jak to Patrycja P napisała, ciasto wchłania mniej tłuszczu dzięki alkoholowi. Moja mama wczoraj usmażyła pączki i też nie dała alko bo akurat cały spirytus jej podprowadziłam na nalewkę malinową, a kto by tam kupował spirytus, jak normalnie się tego nie pije?:P Mrrr... faworki bardzo lubię:D

    OdpowiedzUsuń
  14. alkohol/ocet zapobiegają nadmiernemu wchłanianiu się tłuszczu jak już słusznie napisano, do pączków również dodaje się spirytus. ponadto smażenie na smalcu a najlepiej na łoju wołowym powoduje, ze faworki są bardzo kruche i wręcz nie zawierają tłuszczu. tłuszcze zwierzęce maja wyższą temperaturę dymienia (ok. 220°) wiec ciasto smaży się migiem w bardzo wysokiej temperaturze, tłuszcz nie zdąży się wchłonąć. najlepsze frytki, chrust i paczki to te smażone na smalcu a nie na oleju. pozdrawiam i czekam na szyciowe posty :). Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piekłam dziś właśnie drugi raz na smalcu i faktycznie są troszkę inne.
      Szyciowe posty wkrótce będą :)

      Usuń
  15. Ale pyszności! Może i ja zabiorę się za jakieś pieczenie? Ech a miałam szyć... Zobaczymy co wygra - potrzeba ciasta czy potrzeba nowej bluzki :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Polecam robienie http://www.mojewypieki.com/przepis/karnawalowe-kokardki-na-piwie są na piwie i wychodzą super kruche, z pęcherzykami i mniam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam ten przepis, ale piwa pod ręką nie było ;) Dzięki, może następnym razem spróbuję :)

      Usuń
  17. Mniam!! Schrupałabym trochę :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Mmm... typowo karnawałowe! Faworki, chrusty... jak zwał, tak zwał! Pyszne są, tez lubię je smażyć :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Twoje faworki wyglądają super i jeszcze lepiej pewnie smakują. Ja rok temu upiekłam faworki , ale wyszła mi jedna wielka "tragedia". Mimo wszystko ponowię swoje próby według Twojego przepisu ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu nie wyszły? Dość proste jest to ciasto :) Próbuj :))

      Usuń
  20. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam. Faworki mogę jeść zawsze i wszędzie i w bardzo dużych ilościach :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Pyszny karnawałowy akcent :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja muszę się przyznać, że jadłam faworki jakiś tydzień temu i zdecydowanie muszę ich unikać - bo na jednym się nie kończy :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Twój adres poproszę, żarty się skończyły! ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Moja mamusia często robiła faworki, ach miłe wspomnienia :) a jaki e smakowite :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ale smaku narobiłaś! Strasznie bym coś takiego właśnie zjadła!

    OdpowiedzUsuń