ZERO WASTE LILIANA*



Co to jest zero waste lifestyle?

Tytułem wstępu jeśli jeszcze jest ktoś kto nie wie, krótko wyjaśnię: zero waste (po polsku zero marnowania) to najogólniej mówiąc bardzo na czasie styl życia, w którym ogranicza się produkcję śmieci (czyli odpadów nienadających się do domowego recyklingu) do minimum. Zaczęło się chyba od Bei Johnson, która w 2006 roku postanowiła rozpocząć razem ze swoją rodziną życie bez śmieci. Potem ten pomysł przerodził się zupełnie przypadkowo w intratny biznes i rozpełzł się po całym świecie. Pomysł świetnie wpasował się w modę na minimalizm. A może jednak nie do końca?

Kto żyje perfekcyjnie zero waste?

No jak to kto? No każdy kot wrzuca na Instaram hasztag zerowaste. A tak serio (bo to przecież wpis na serio) - podejrzewam, że nawet ludzie, który posiadają bardzo mało i bez przerwy borykają się z brakiem pieniędzy i tak pozbywają się niepotrzebnych, zniszczonych rzeczy=generują więcej niż słoik odpadków rocznie na 4 osobową rodzinę. Chyba, że mówimy o kimś, kogo stać na prowadzenie właśnie takiego życia. Celowo użyłam słowa stać, bo komuś kto poświęci większość cały swój czas na zmniejszanie do minimum produkcji śmieci m.in. wybierając z odpadów te organiczne na kompost i wyda spore pieniądze na sprzęty pozwalające m.in. filtrować deszczówkę na wodę zdatną do picia (odpada problem plastikowych butelek po wodzie) nie wystarczy już czasu na 10 godzinną pracę zarobkową.  
Co więcej, uważam, że nie ma to większego sensu. Tak jak w przypadku podobnych nurtów, cała filozofia sprowadza się do tego, żeby uświadomić ludziom jak bardzo potrzebują różnych sprzętów - oczywiście z milion monet, które są niezbędne do dbania o środowisko i bycia zero waste. W takich sytuacjach pojawiają się takie wspaniałe innowacyjne wynalazki jak np. ściereczka do mycia twarzy wodą (klik) oraz rewolucyjne odkrycie, że odpady organiczne można kompostować i przerabiać na nawóz (klik). Serio, nie wiedzieliśmy wcześniej o tym, że tak można? A może po prostu dopóki nie było to modne to nikt nie lubił i nie chwalił się grzebaniem w śmierdzących odpadach?

Idę z mainstreamem, choć nie chcę

Przyznam, przemknął mi kiedyś przez myśl np. pomysł na pocięcie plastikowych reklamówek, zrobienie z nich włóczki i stworzenie z niej niepotrzebnych w domu koszyków na cokolwiek, tylko po to żeby pozbyć się wyrzutów sumienia. Czas poświęcony na krojenie plastiku byłby jakby zadośćuczynieniem za notoryczne zapominanie o torbie z taniny na zakupy. Ktoś kto mnie lepiej zna (albo pamięta ten wpis na fb) zrozumie, że naprawdę pęka mi serce, kiedy przy kasie przypominam sobie, że torba została przy drzwiach na wieszaku a ja muszę uszczuplić moje konto w banku o kolejne 8 groszy na kawałek śmiecia, który rozłoży się za milion lat. Tak, uważam, że to świetna kara dla każdego kto kupuje jednorazowe reklamówki - sio do kącika kroić i dziergać, aż zrozumiecie, że kupowanie tego badziewia nie ma sensu. Najchętniej zrobiłabym takie stanowisko najlepiej zaraz obok kas w marketach - taki karny reklamówkowy jerzyk.



Lubię kupować

Lubię kupować. Mieć nowe rzeczy. Kupić kolejny wcale niepotrzebny wełniany sweter. Kolejny niepotrzebny kubek, który i tak prędzej czy później nie przeżyje spotkania z nowymi płytkami na podłodze w kuchni i nie do końca ogarniającymi czucie w dłoniach nadgarstkami. Tak sobie rozkminiam, przez długie godziny w pracy, że przecież ja ratuję te ubrania z second handu, te kubeczki, te wszystkie nowe używane rzeczy od zmarnowania - co one by zrobiły beze mnie skoro nikt inny nie zobaczył w nich potencjału? No zmarnowałyby się na wysypisku albo poszły na przemiał. Ratuję od zmarnowanie też okazje cenowe - no powiedzcie sami, nie można przecież zmarnować takiej okazji jak kaszmirowy sweter za 2 złote, czyż nie? Tu trzeba godność człowieka ratować, że tego swetra nie zauważył wcześniej. 
Ale o czym to ja . . . aha, wracając do kubków. A potem oprócz tłuczenia - lubię wyrzucać. Co jakiś czas pozbywać się niepotrzebnych rzeczy zaśmiecających mój dom. Ubrań, w których nie chodzę. Nie lubię tracić czasu na robienie im zdjęć, mierzenie i wystawianie ich na aukcje. Wolę zrobić paczkę z przypiętą kartką i położyć koło śmietnika w dniu kiedy nie pada. Czasem nawet czuję się winna, że to robię i nie pomaga myśl, że przecież wszystko było kupione w second handzie za grosze. Bo przecież zewsząd słyszę

Nie wyrzucaj, miej umiar

Nie wyrzucaj - przerabiaj. To coś jak przerobiona wersja nie kupuj - adoptuj. O ile w w tym drugim sloganie można znaleźć nawet w odpowiednich okolicznościach trochę racji, w ten pierwszy często wątpię.
Nie wiem czy trafiam ciągle na złe strony w sieci, albo jakoś źle to robię grzebiąc po Instagramie, że widzę w kółko powtarzane jak mantra #niewyrzucaj, #przerabiaj, #niekupuj, #miejumiar.
Zaraz potem na tych samych profilach nie wiedzieć dlaczego oglądam nowe roślinki, odpakowywanie kolejnej w tym tygodniu paczki-prezentu od znanych marek, pokazywanie nowych filiżanek i lampek w pokoju. I w gruncie rzeczy nawet to rozumiem, bo (patrz wyżej).

Co ma do tego szycie?

O tym następnym razem. Obiecuję, że nie za 3 miesiące.


Czy minimalizm kłóci się z zero waste?

Właśnie w związku z powyższym uważam, że minimalizm stoi w opozycji do zero waste
Czasem naprawdę mam ochotę wyrzucić te wszystkie stare szmaty, graty i inne niepotrzebne badziewia kolekcjonowane przez lata i zacząć od początku z lżejszym mieszkaniem i głową. Problem w tym, że nie wolno, że nie można, że trzeba sprzedać, oddać potrzebującym, o zgrozo przerobić albo naprawić. Problem w tym, że brakuje na to czasu i przede wszystkim ochoty. Rozumiem, że czasem warto naprawić coś zamiast wyrzucić, ale żeby obsesyjnie reperować wszystko tylko po to żeby móc powiedzieć, że się nic nie wyrzuca? Tak jakby czas poświęcony na te niezbędne naprawy niepotrzebnych rzeczy nic nie był wart. 


Koniec końców wydziergałam koszyk z pociętych reklamówek. Teraz za każdym razem kiedy wydam te 8 groszy na nie potrzebną plastikową reklamówkę, myślę sobie, że przecież przyda się na koszyk! Nie zmarnuje się! Z koszykiem co prawda nie mam pojęcia co zrobić, ale może będzie na . . . plastikowe reklamówki?



* dla tych co nie znaju, tytuł posta nawiązuje do znanego przerabiacza ciuchowych śmieci - zero waste daniel


Komentarze

  1. Wreszcie ktoś o tym głośno mówi! Zero waste mi się ogólnie podoba i jak widzę sensowne rzeczy, które można zmienić niskim kosztem, to tego próbuję. Ale też do zero waste zaliczam mój czas - więc nie będę jechać przez pół miasta, bo gdzieś można kupić kaszę na wagę do własnego pojemnika. I oczywiście, wiele rzeczy można robić, ale niekoniecznie trzeba. Ostatnio wkurzyła mnie marka kosmetyczna szczycąca się minimalnym składem produktów i ogólnie ę i ą. Kupiłam mały krem, który dostałam w 10x większym pudełku, z dodatkowym papierem, ulotkami i bąblami zabezpieczającymi. Marka zapytana o to, czy dałoby się trochę mniej tego śmiecia produkować i pakować w mniejsze opakowanie, odpowiedziała, że przecież pudełko mogę wykorzystać, żeby dać komuś prezent, nawet jest miejsce specjalnie nadrukowane na imię, bąble do wysyłki czegoś pocztą, papierem firmowym też coś owinąć w prezencie. No już lecę dać komuś prezent niezwiązany z kosmetykami w pudełku tej marki (i to jeszcze zgniecionym przez kuriera). Może gdybym dawała to ludziom też zainteresowanym tym ruchem, ale jednak forma prezentu świadczy o naszym szacunku. Tak więc czasem nas uszczęśliwiają na siłę. Uff, trochę upuściłam pary ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha dobre z tą kaszą, chociaż z tego co kojarzę to na wagę będzie taniej niż w tych plastikowych woreczka po 100g, zawsze można trochę oszczędzić :-D A co do kremu, takie hasła są teraz na topie, więc podejrzewam, że to głównie marketing, ale powiem Ci - wybrnęli z tego zawodowo :,-D

      Usuń
  2. ja tu pierwszy raz 😁 od razu przypomniała mi się akcja zwana nie powiem jak ale chodzi o zwierzątko z ruda kita 😉 ..., na wakacjach kilka lat temu zagadalo mnie dwoje wolontariuszy przedstawiając cudowną wizję świata, gdzie ludzie dziela się z innymi tym czego nie potrzebują (za oddawanie dostawalo się jakieś punkty,ale to nie jest istotne) ,dostałam od nich kolorowy wór na "odpadki" i po powrocie z wakacji miałam zarejestrować się i dokładnie dowiedzieć co i jak.....i się dowiedzialam. te rzekomo nie potrzebne rzeczy miały być NOWE, BEZ SLADOW UŻYWANIA .książki,ciuchy,buty ,płyty i inne BEZ ŚLADÓW UŻYWANIA,najlepiej z metka... po ogólnych oględzinach stwierdzilam,że wszystko czego chciałabym się pozbyć (za małe ciuchy po dzieciach,nielubiane ciuchy własne, książki,płyty )wszystko to było używane... mówiąc delikatnie i kulturalnie NiE ROZUMIEM TEJ AKCJI. A kolorowy wór stał się worem na odpadki.
    p.s. kiedyś w jakimś tanim sklepie kupiłam torbę plocienna,która zwinięta wyglądała jak taka wycofana truskawka, tylko nikt chyba nie wpadł na to żeby z tego zrobić bryloczek do kluczy(a może wpadł??) ,wtedy taka torbę nigdy się nie zapomni 😜
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :-) Ty mi lepiej wyjaśnij, co to jest wycofana truskawka :-D

      Usuń
    2. to moj głupi telefon z pęknietym ekranem i ten słownik... :P przepraszam ,miało być WYPCHANA ;D

      Usuń
  3. ... kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy, by zaimponować ludziom, których nie lubimy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć,
    Fajny wpis. Nie dajmy się zwariować. Na przykład segregacja odpadów nie zajmuje czasu i tak wrzucasz do kosza i tak, ma jedynie znaczenie do którego.
    Nie sądzę jednak, że trzeba w ogóle przestać kupować. Warto po prostu kupować to, co jest potrzebne, a nie wszystko, co nam się spodoba, bo dokładnie w ten sposób zagracamy sobie dom ;)
    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, dzięki za miłe słowa. Jeśli chodzi o segregacji odpadów często mam wrażenie, że efekty tej segregacji to przedewszystkim korzyści dla firm recyklingowych a nie troska o środowisko jak odbiera to społeczeństwo.

      Usuń
    2. U mnie segregacja polega na tym, że odpady biodegradowlne lądują na gnoju, który później służy jako nawóz pod ziemniaki. Jak dla mnie to bardzo dobra troska i o środowisko i o mój żołądek :)

      Pozdrawiam,
      Kasia

      Usuń
    3. Aaaaa no to zmienia wszystko :) Myślałam o takich mieszkańcach blokowisk jak ja ;)

      Usuń
    4. Na wsi pod tym względem segregacji jest łatwiej. Metal, szkło czy plastki wrzucamy się do szopy i gdy uzbiera się więcej wywozimy do skupu. Nie dość, że ekologicznie, to jeszcze można trochę zarobić. :)

      Usuń
    5. No widzisz a u mnie tylko śmierdzi z kominów...

      Usuń
    6. Niestety u mnie też zdążają się sąsiedzi, którzy palą niewiadomo co. U jednego dym jest koloru żółtego. Na szczęście ostatnio zawitała do niego policja, uraczyła wysokim mandatem i chwilowo jest spokój. To chyba jedyna rada na takich trucicieli.

      Usuń
  5. Chciałam zauważyć, że to nie żadna "ściereczka do mycia twarzy wodą", tylko ściereczka do demakijażu samą wodą, beż używania kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam dziś w pewnym sklepie na h... taką sciereczkę - skład 100% poliester.

      Usuń

Prześlij komentarz