29 marca 2017

PO CO TO KUPIŁAM #1 - SZTUCZNE FURTO



Nawiązując do świetnej akcji Joanki Z. Po co to kupiłam? (wszystkie wpisy Joanki znajdziecie tu) rozpoczynam serię (ha, ja optymistka!) wpisów poświęconych rozprawieniu się z różnymi dziwnymi zakupami ubraniowo-tkaninowymi. Dodatkowo może zrobię coś z nieskończonymi/nieudanymi rzeczami, których boję się tknąć. I jednych i drugich nie chcę ani wyrzucać ale nie chcę też ich kończyć. Zawieszanie się w próżni i nie podejmowanie żadnej decyzji - w tym jestem świetna, nawet jeśli chodzi o takie drobiazgi. Pamiętam, że całkiem niedawno często miałam taki sen: miałam dużo zwierzątek, szczury, rybki, chomiki. Chowałam je razem z klatkami/akwariami w szafkach i zaniedbywałam. Nie karmiłam, nie czyściłam klatek. Im dłużej to trwało tym bardziej bałam się tam zajrzeć, tym większe wyrzuty sumienia miałam. Podobnie jest z zaczętymi projektami i tkaninami czekającymi na wieczne nigdy. Po jakimś czasie aż strach tam zaglądać, prawda?

W takim razie może lepiej zacznę od czegoś bieżącego, w duchu odważnego rozprawiania się z przeszłością... Co więcej, mam taki plan, specjalnie kupię coś, co szybko przemielę i będzie post bez rozdrapywania ran.

Okazało się, że jednak rozdrapię trochę ranę i zajmę się sztucznym futrem, kupionym kilka dobrych lat temu w second handzie, który już nie istnieje. Futro rozprułam, podszewkę wyrzuciłam. Uszyłam jedną poszewkę na poduszkę a resztę spakowałam w reklamówkę i wsadziłam na szafę, bo przecież takie fajne futro na pewno się do czegoś przyda.


Po co to kupiłam?
Zawsze zadaję sobie to pytanie patrząc na stertę bezsensownych tkaninowych (i nie tylko) zakupów. Kupiłam, żeby przerobić na coś co można uszyć z płaszcza ze sztucznego futra. Coś fajnego i futrzastego, przecież to oczywiste. Co innego można by zrobić z futra jak nie coś futrzastego i fajnego?

Za ile i kiedy kupiłam?
Wieki temu (ok 3 lata) za nie więcej niż 6 zł.

Co z tego ostatecznie powstało?
Jedna poszewka na poduszkę (już chyba dokonała żywota, bo kompletnie nie kojarzę co się z nią stało) i mysz/szczur dla kota. Reszta leży nadal i czeka na lepszy dla siebie czas. Za to kot ma swoją mysz i biega za nią po ścianach za darmo a nie za 10zł ze znanego sklepu z owadem.




8 komentarzy:

  1. O widzę, że zmiana szablonu na blogu:) Ja też dziś...kupiłam tkaniny... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezły ten szcuromysz, taki trochę niepokojąco realistyczny. Można by nie jedną osobę przestraszyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się, miałam jeszcze oczy wyszyć i zrobić wąsy ;)

      Usuń
  3. Hej , a co zresztą? Nadal leży, czy już się futra pozbyłaś?

    OdpowiedzUsuń
  4. ale ta mysz to taka wypasiona mysz, prawie szczur:-)))

    OdpowiedzUsuń