1 lutego 2017

O dzierganiu i pisaniu / wspólne dzierganie #18



Maliny dziergają się dalej, idzie tak samo szybko jak ostatnio. Od tygodnia przybyło może ze 2 rzędy bąbli, na szczęście nie ma ich na dłoniach.  

Główną motywacją do publikowania dziś posta jest wspólnie dzierganie z Maknetą, dlatego nie będę zdziwiona, kiedy pomyślicie, że o niczym piszę.
W przeciwieństwie do ochoty na robienie na drutach, chęć do pisania nie jest we mnie czymś stale obecnym. Ciężko mi pisać kiedy nie mam pomysłu na tekst a wiem, że dziś środa i trzeba publikować. Najlepiej jest kiedy mogę się skupić i być w pisaniu na tyle, że kolejne zdania wynikają z poprzednich co niekoniecznie oznacza, że nie zbaczam z tematu. Porównałabym to do spontanicznego zwiedzania - wiem od czego zaczynam, ale pojęcia nie mam gdzie skończę. Czasem mam tylko ogólny zarys, kilka punktów zaczepienia. To co dzieje się między nimi ciężko przewidzieć. To, czy kolejny punkt w ogóle pojawi się w tekście, zależy od tego jak rozwinie się myśl po tym pierwszym. W efekcie często powstaje tekst zupełnie inny od zamierzonego, ale na szczęście nie piszę za pieniądze.

Z tym pisaniem to trochę tak jak z planowaniem czego to ja nie zrobię po powrocie do domu.
Wiem dokładnie co chciałabym zrobić, a na końcu siedzę przed laptopem i próbuję sklecić post nie zauważając, że w pokoju zrobiło się już ciemno.

. . .

Czas zrealizować choć raz w tym tygodniu godzinę z dzierganiem.

P.S. Jestem prawie pewna, że jak tylko usiądę zadzwoni telefon albo ktoś do drzwi.